NawigacjaStart » Forum » Off-Topic » Polityka i gospodarka »
Nowy Temat Odpowiedz
1 2 3 4 ... » »»
Rząd PiS,
~~NoToFrugo
ff
Wysłany: 28 Cze 2008r. 06:06  
Cytuj
Unia: To PiS zawaliło sprawę stoczni


To rządy PiS są przyczyną kłopotów polskich stoczni - twierdzi rzecznik Komisji Europejskiej, Jonathan Todd. Według niego, poprzednie władze nie robiły nic, by przekonać Brukselę, że robią wszystko, by zmienić stocznie w zyskowne przedsiębiorstwa.

"Przyczyną dzisiejszych kłopotów stoczni jest zachowanie waszego poprzedniego rządu. Rząd Platformy Obywatelskiej wreszcie zaczął traktować sytuację z należytą powagą - mówi "Super Expressowi", Jonathan Todd, rzecznik KE ds. konkurencji.

Twierdzi on, że plany ratowania stoczni powstały dopiero, gdy sprawą zajął się nowy rząd. W ciągu kilku miesięcy minister skarbu, Aleksander Grad zdążył znaleźć nowych inwestorów i przygotował dla Brukseli plan wyprowadzenia polskich stoczni na prostą.

Czy jednak te plany zostaną zaakceptowane? Todd twierdzi, że urzędnicy dopiero zaczęli czytać rządowe propozycje. "Chodzi o to, że Komisja Europejska musi uzyskać gwarancje, że to finansowe wsparcie nie zostanie wyrzucone w błoto. Przedsiębiorstwa te muszą stać się rentowne i konkurencyjne na rynku - nie tylko dziś, ale w dłuższej perspektywie" - powiedział rzecznik w rozmowie z "Super Expressem".

O co chodzi w sprawie stoczni? Bruksela rząda, by stocznie w Gdyni i Szczecinie sprywatyzować do 15 lipca. Jeśli Polska nie sprzeda przedsiębiorstw, to Komisja Europejska każe zakłądom zwrócić pomoc od państwa - 5 miliardów zł, co oznacza dla stoczni bankructwo.Prywatyzacji stoczni domagają się nie tylko szefowie spółek, ale także związki zawodowe.

Winę za problemy z Unią Europejską PiS i PO spychają na siebie. Obie partie twierdzą, że to nie ich władze doprowadziły do kryzysu.

Andrzej Mężyńsk

 
 
 
 
Posty: 732
Dołączył: 2 Lip 2008r.
Skąd: Stalowa Wola
Ostrzeżenia: 0%
ff
Wysłany: 28 Cze 2008r. 06:06  
Cytuj

 
 
 
 
~~ CUDA PO
ff
Wysłany: 28 Cze 2008r. 08:45  
Cytuj
Jak Pan ocenia wysłane przez Ministerstwo Skarbu Państwa do Komisji Europejskiej plany restrukturyzacji polskich stoczni?
- Rząd Donalda Tuska zaaplikował dość nerwową końcówkę. W ostatnim dniu, w ostatnich godzinach zostały wysłane plany restrukturyzacyjne. Dziwne jest to, że na dwie stocznie zostały wysłane trzy plany, czyli warianty do wyboru przez Komisję Europejską. Tymczasem Komisja oczekiwała, że to rząd zdecyduje się na jakiś krok. Rozumiem, że to wynika z tego, że przez osiem miesięcy nie zrobiono nic - nie dokonano prywatyzacji stoczni, czego Komisja Europejska od nas wymaga. Dlatego nasza ocena jest taka, że te osiem miesięcy było stracone.

Minister skarbu twierdzi, że czas został stracony m.in. przez poprzedni rząd...
- Można tak robić, jak pan minister Grad, czyli zwalać na poprzedników. Ale można by tak robić, jeśli nowy rząd miał na działanie tylko trzy miesiące. Miał na to osiem miesięcy, a jest to wystarczający czas na przeprowadzenie procedury przetargowej. Przypomnę, że nasz rząd pozostawił stocznie z uruchomionymi procedurami i wystarczyło tylko je dokończyć. Ale okazało się, że to było zbyt wiele dla Platformy.

Aleksander Grad podkreśla, że plany restrukturyzacyjne zostały po raz pierwszy przygotowane przez inwestorów.
- Przede wszystkim ministerstwo wierzyło, że Złomrex kupi jedną ze stoczni, a niedoceniony został problem, z którym nasz rząd już się borykał. Podczas naszych rządów Złomrex był zainteresowany Stocznią Gdańsk, tylko kiedy przyszedł czas wyłożenia gotówki na stół, to inwestor powiedział, że nie ma w tej chwili pieniędzy. Dokładnie tak samo było tym razem. Przez pół roku rozmawiano, jednak gdy doszło do finalizowania, Złomrex powiedział, że pieniądze może mieć dopiero za jakiś czas. Wystarczyło nas zapytać, jak my oceniamy tego inwestora po naszych doświadczeniach sprzed roku. Minister Grad może równolegle uruchamiał proces negocjacyjny z innymi inwestorami, tak żeby nie być wydanym na pastwę jednego inwestora. Nie potrafię jednak powiedzieć, na ile inwestor miał pozostawioną wolną rękę przy przygotowaniu planów.

Plan restrukturyzacji Stoczni Gdynia, jak już Pan wspomniał, został przedstawiony przez jednego z inwestorów oddzielnie oraz przez drugiego inwestora w ofercie połączenia ze Stocznią Gdańsk. Jak Pan to ocenia?
- Oferty są rozbieżne, ponieważ - jak podejrzewam - minister Grad nie potrafił zdecydować się, który program restrukturyzacyjny jest bardziej do zaakceptowania przez Komisję Europejską. Jest to wykręt wynikający z tego, że nie została przeprowadzona procedura prywatyzacyjna, ponieważ jeśli stocznia byłaby sprzedana jednemu lub drugiemu inwestorowi, minister wiedziałby, jaki jest program restrukturyzacji. A przez to, że nie przeprowadzono procesu prywatyzacji, to wysłano dwa warianty do akceptacji - co jest niepokojące. Komisja może być zirytowana z tego powodu, że nie wiadomo, do którego planu zobowiązuje się rząd.

Sugeruje Pan, że to świadczy o braku koncepcji?
- Tak, ale jest też wysyłanie wszystkiego, co ma na biurku, żeby tylko Komisja nie powiedziała, że nic nie zostało wysłane, i wydaje negatywną decyzję.

Ukraiński inwestor Donbas ISD mówi, że jeśli nie kupimy Stoczni Gdynia, to limity produkcyjne określone przez KE i konieczność zwrotu pomocy publicznej udzielonej Stoczni Gdańsk spowodują, że będziemy musieli wycofać się ze wszystkiego, łącznie z Gdańskiem.
- To prawda. O tyle jest to dziwne, że nie wiemy, skąd rządowi Donalda Tuska wyszło, że Stocznia Gdańsk ma zwrócić ponad 700 mln złotych. Za naszych czasów obliczaliśmy to na wysokość 60-160 mln zł w zależności od tego, jak będą liczone takie formy pomocy jak poręczenia czy gwarancje Skarbu Państwa czy konwertowanie długów na akcje. Do dzisiaj Komisja Europejska nie powiedziała, jak będzie to przeliczała. Ukraińska firma podczas zakupu Stoczni Gdańsk była pogodzona z dwoma scenariuszami. Odrzucają narzucone przez Unię ograniczenie mocy produkcyjnej i zwracają pomoc publiczną albo akceptują ograniczenie i mogą dalej działać w przyjętej formule. Chodziło o to, czy w ramach redukcji mocy zamknięta ma być jedna pochylnia, czy dwie - Komisja chciała, aby to były dwie, a rząd i Donbas proponowały, aby to była jedna. Na tym etapie zostały pozostawione przez nas negocjacje. Później Ukraińcy pojechali do Brukseli i usłyszeli, że mają zwrócić ponad 700 mln złotych. Komisja powiedziała: jeśli nie chcecie zwracać pieniędzy, to zamknijcie dwie pochylnie. Co oczywiście inwestorowi się nie opłaca. Ponieważ Skarb Państwa jest w dalszym ciągu właścicielem 20 proc., inwestor chciał, aby rząd pomógł w negocjacjach z KE. ISD chciał uzyskać albo większą moc produkcyjną, albo żeby rząd dołożył się finansowo do stoczni, jeśli musiałaby pracować tylko na jednej pochylni. Przez kilka miesięcy ukraiński inwestor prosił ministra, aby on albo jego urzędnicy pojechali na negocjacje, co się nie stało. Rząd nie wziął w obronę Stoczni Gdańsk, wychodząc z założenia, że jest to prywatny inwestor, więc niech sobie radzi. Jedyne, co zaproponował minister Grad, aby inwestor nie wycofał się ze Stoczni Gdańsk, to żeby kupili również stocznię gdyńską. Inwestor obliczył, że jeśli kupi też drugą stocznię, będzie miał o wiele większe limity i moce produkcyjne. Obecnie jeśli Donbas nie weźmie Stoczni Gdynia, to jest zagrożenie, że umorzy również swoje akcje w Gdańsku i się wycofa. Natomiast jeśli kupi Gdynię, to jego potencjał inwestycyjny będzie musiał być dzielony na dwie inwestycje, co moim zdaniem stwarza sytuację, że tak źle i tak niedobrze. Jest to w tej chwili wybór mniejszego zła, a nie wybranie najlepszego rozwiązania.

Związkowcy ze Stoczni Gdańsk, powołując się na wyceny renomowanych międzynarodowych firm, wskazują, że pomoc publiczna przekazana przez państwo wyniosła kilka razy mniej, niż mówi obecny rząd.
- W tym tygodniu zwracaliśmy się do rządu, aby pokazał, w jaki sposób została wyliczona kwota ponad 700 mln złotych. Były różne formy pomocy: zamiana długów na akcje, gwarancje, poręczenia, w tym pomoc dla stoczni gdyńskiej, ale na statki produkowane w Gdańsku. Jest to dalej niejasne, ale to Komisja Europejska zdecyduje, jak i co komu zalicza. Stąd też wynika rozbieżność kwotowa, aczkolwiek mogła to być rozbieżność między 60 a 160 mln zł, ale nie 60 a 740 mln. Podejrzewam, że minister Grad przerzucił część pomocy publicznej, która była udzielona Stoczni Gdynia na Stocznię Gdańsk, m.in. po to, aby odciążyć Stocznię Gdynia przed prywatyzacją. Chciał opakować w złotko zamiast papieru pakowego, aby ktoś ją kupił.

 
 
 
 
~~NoToFrugo
ff
Wysłany: 30 Cze 2008r. 06:08  
Cytuj
Wszyscy zapłacimy za wiec partii Kaczyńskiego


zobacz galerię PiS zorganizował partyjny wiec za pieniądze podatników? W sobotę w Szczecinie odbyła się konferencja partii Jarosława Kaczyńskiego dotycząca bezpieczeństwa energetycznego Polski. Obok prezesa stawiło się na niej ponad trzydziestu posłów PiS. Do Szczecina pojechali już w piątek, tuż po zakończeniu posiedzenia Sejmu. I choć była to impreza partyjna, skorzystali z poselskiego przywileju, jakim jest lot na koszt budżetu państwa - pisze DZIENNIK.

Podatnicy zapłacą także za ich nocleg w najlepszym szczecińskim hotelu - Radisson. Co więcej, w ostatnią środę biuro prasowe PiS domagało się od telewizji publicznej, by ta objęła patronatem szczecińską konferencję. TVP odmówiła, argumentując, że nie obejmuje patronatem imprez organizowanych przez partie polityczne.

Joachim Brudziński, poseł PiS i organizator sobotniej imprezy, przyznaje, że klub PiS pokrył jedynie koszty samej konferencji. "Brali w niej udział przedstawiciele komisji sejmowych związanych z tematem bezpieczeństwa energetycznego. To była ich poselska, merytoryczna praca, dlatego mogli skorzystać ze swoich przywilejów" - tłumaczy DZIENNIKOWI Brudziński.

A polityczni przeciwnicy są oburzeni. "Przyglądałem się tej konferencji i był to typowo partyjny wiec, którego głównym celem był atak na rząd. Nie dopatrzyłem się tam żadnej merytorycznej pracy. Dlatego koszty przejazdu i noclegu powinien pokryć klub PiS lub posłowie z własnej kieszeni" - przekonuje Jerzy Budnik z PO, przewodniczący sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich.

Podobnego zdania jest Grzegorz Dolniak, wiceszef klubu PO. "Po to parlamentarne kluby dostają dofinansowanie z budżetu, aby opłacać sobie takie imprezy. Marszałek Sejmu powinien dopilnować, by posłowie PiS zwrócili kancelarii pieniądze" - przekonuje.

Z tym może być jednak problem, bo ustawa mówiąca o poselskich przywilejach nie precyzuje, co jest wykonywaniem parlamentarnego mandatu, a co nie. "Warto by to było doprecyzować, ale w tej sprawie brakuje niestety politycznej woli" - podkreśla Budnik.

 
 
 
 
Posty: 520
Dołączył: 30 Cze 2008r.
Skąd: Stalowa Wola
Ostrzeżenia: 0%
ff
Wysłany: 30 Cze 2008r. 21:57  
Cytuj
Czy pamiętacie relacje telewizyjne ze szpitala gdzie wywożono niemowlaki ? to szpital w Jędrzejowie w woj. Świętokrzyskim. Szpitalu groziło zamknięcie, to było za czasów PiS, w dzisiejszej relacji TVP Kielce przedstawiono tą placówkę:


Prywatyzacja jędrzejowskiego szpitala


Prywatyzacja Szpitala Powiatowego w Jędrzejowie stała się faktem. Od wtorku firma Artmedik, a nie jak do tej pory starostwo, będzie odpowiedzialna za zapewnienie opieki medycznej blisko 100 tysiącom mieszkańców.

Pielęgniarki z ortopedii przygotowują się do zmian. Nowy właściciel, prywatna firma Artmedik chce z zaniedbanego i zadłużonego szpitala stworzyć nowoczesną placówkę. W lipcu po 14 latach budowy uruchomiony zostanie nowy oddział ratunkowy. Właściciele kupią też sprzęt i zatrudnią więcej lekarzy specjalistów.

Z prywatyzacji szpitala zadowolone jest starostwo. (rządzone przez PiS) Jędrzejowski szpital zatrudnia blisko 250 osób. Może się w nim leczyć 180 pacjentów. Dzięki prywatyzacji placówka ma nie tylko poprawić standard, tak jak w pozostałych tego typu szpitalach.



Wnioski wyciągnijcie sami, w piątek chciałem się zarejestrować do urologa, co miesiąc na różnego rodzaju składki z wynagrodzenia odbierane jest mi prawie 500 zł, tak było za czasów SLD, PiS i próbuje coś zmienić PO (na dobre) i co mi pani powiedziała? za dwa miesiące ... wizyta. U prywatnego mam w ten sam dzień lub za 1 - 2 dni. Zlikwidować ZUS, składki każdy powinien odprowadzać do firm które prowadzą prywatną służbę zdrowia.

W tym szpitalu w Jedrzejowie zatrudnionych będzie 10 - 15 nowych lekarzy, powstanie nowy oddział. Pielęgniarki które tam pracują, pracować będą dalej a ich praca będzie szanowana i dobrze wynagradzana. Więc PiSuary do roboty a nie do krytykowania.

Profil 
Prywatna wiadomość 
 
 
~~hate eternal
ff
Wysłany: 30 Cze 2008r. 22:11  
Cytuj
[cytat/]Wnioski wyciągnijcie sami, w piątek chciałem się zarejestrować do urologa, co miesiąc na różnego rodzaju składki z wynagrodzenia odbierane jest mi prawie 500 zł, tak było za czasów SLD, PiS i próbuje coś zmienić PO (na dobre) i co mi pani powiedziała? za dwa miesiące ... wizyta. U prywatnego mam w ten sam dzień lub za 1 - 2 dni. Zlikwidować ZUS, składki każdy powinien odprowadzać do firm które prowadzą prywatną służbę zdrowia.
W tym szpitalu w Jedrzejowie zatrudnionych będzie 10 - 15 nowych lekarzy, powstanie nowy oddział. Pielęgniarki które tam pracują, pracować będą dalej a ich praca będzie szanowana i dobrze wynagradzana. Więc PiSuary do roboty a nie do krytykowania.
[/cytat]

Poczekaj chwilę - jak się skończy układ zbiorowy pielęgniarek i zobaczymy czy łapiduchy będą zadowolone jak im zaczną kazać robić zastrzyki jak na zachodzie umiech I zobaczymy co się stanie jak firma powie, że ten szpital jest dla mnie nieopłacalny smiech2smiech2smiech2
Zgadzam się zaś co do tego, że szpitale powinny być przez wykwalifikowaną kadrę menedżerską, której ze świecą szukać w sektorze publicznym. Założe się, że niektóre prywatyzacje zostaną spieprzone - a dlaczego? Bo wszystko rozbija się o ludzi umiech

 
 
 
 
~~jjj
ff
Wysłany: 30 Cze 2008r. 23:44  
Cytuj

 
 
 
 
~~MARIOLA
ff
Wysłany: 1 Lip 2008r. 13:09  
Cytuj
Bolek 2 w akcjiObrazek

 
 
 
 
~~MARIOLA
ff
Wysłany: 1 Lip 2008r. 13:10  
Cytuj

 
 
 
 
~~KONIK LAJ
ff
Wysłany: 1 Lip 2008r. 13:12  
Cytuj
W Stoczni Gdańsk reaktywowano Komitet Obrony Stoczni
PAP
27.06.2008 15:30
Czytaj komentarze(1)
Zobacz na forum ({PostCount})
W Stoczni Gdańsk SA został w piątek reaktywowany Komitet Obrony Stoczni (KOS). Komitet planuje zorganizować pikiety m.in. przed domem premiera Donalda Tuska.

Wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej "Solidarności" Stoczni Gdańsk Karol Guzikiewicz powiedział PAP, że Komitet powołano już po raz czwarty.

Przypomniał, że KOS działał w 1989 roku (po decyzji Mieczysława Rakowskiego o likwidacji Stoczni Gdańsk), w 1995 roku (po decyzji o ogłoszeniu upadłości zakładu) i w 2000 roku (wówczas część terenów stoczniowych została sprzedana prywatnej firmie Synergia).

W piątek Komitet przesłał dziennikarzom komunikat pt.: "Grabarzom stoczni nie darujemy". "Platforma Obywatelska chce zniszczyć Stocznię Gdańsk. Wysłaliście do Brukseli plan zamknięcia wszystkich gdańskich pochylni. Zdradziliście nas i naród" - napisano w komunikacie.

Guzikiewicz powiedział w piątek, że Komitet Obrony Stoczni jest strukturą nie w pełni formalną i może prowadzić działania nie zawsze zgodne z prawem, np. palić opony na ulicy i organizować nielegalne demonstracje.

Tworzy go około 20 osób. Są to przedstawiciele "Solidarności" i osoby niezrzeszone. "Są w nim reprezentanci każdego wydziału stoczni" - zapewnił. Publicznie ujawniły się tylko dwie osoby: Karol Guzikiewicz i Fryderyk Radziusz, obaj z "Solidarności".

"Pozostali członkowie nie podają do publicznej wiadomości swoich nazwisk ze względu na nie w pełni formalną strukturę KOS i swoje bezpieczeństwo" - podkreśla działacz.

KOS uważa, że przedstawiony przez rząd plan połączenia stoczni w Gdańsku i Gdyni doprowadzi do likwidacji zakładu w Gdańsku. "Połączenie przez obecnego właściciela Stoczni Gdańsk, ukraińską spółkę ISD trójmiejskich stoczni doprowadzi do zmniejszenia produkcji, zwolnień pracowników i w końcu do zamknięcia zakładu" - uważa Guzikiewicz.

W czwartek Ministerstwo Skarbu Państwa przesłało do Brukseli trzy plany restrukturyzacji i prywatyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie. Jeden z nich dotyczy restrukturyzacji stoczni Gdańsk i Gdynia przez ISD.

Minister Skarbu Aleksander Grad uważa, że "jest to program najbardziej optymalny dla tych dwóch stoczni i spełnia oczekiwania Komisji Europejskiej".

W poniedziałek KOS planuje wysłać do urzędów miast w Sopocie i w Gdyni zawiadomienia o demonstracjach przed domami Donalda Tuska i posła PO Tadeusza Aziewicza. Komitet planuje kolejne protesty, niewykluczone jest powstanie "miasteczka stoczniowego" w Warszawie - poinformował Karol Guzikiewicz.

Od zawartości przekazanych przez Polskę dokumentów zależy kolejna decyzja Komisji. Przedstawiciele KE zapowiadają, że jeśli programy restrukturyzacyjne będą niezgodne z unijnymi zasadami, decyzja negatywna zapadnie w ciągu kilku tygodni.

Chodzi o zwrot pomocy publicznej udzielonej stoczniom po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Jeżeli KE nie zaakceptuje planów, zakłady będą musiały zwrócić pomoc szacowaną na 5 mld zł. Praktycznie oznacza to bankructwo polskich stoczni. (PAP)

 
 
 
 
~~oj Leszku Leszk
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 15:04  
Cytuj
Polski "chwyt poniżej pasa" - L. Kaczyński ma "problem moralny

Włoski dziennik katolicki "Avvenire" nazwał "chwytem poniżej pasa z Warszawy" wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego, iż nie podpisze ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, bo jego zdaniem jest to obecnie bezprzedmiotowe.
Trudno sobie wyobrazić gorszy moment objęcia przewodnictwa w Unii Europejskiej od tego, co spotkało Francję - pisze dziennik włoskiego episkopatu, przypominając także odrzucenie traktatu w referendum przez Irlandię.

- Ratyfikacja (przez Polskę) w rzeczywistości miałaby sens, także z czysto psychologicznego punktu widzenia, ponieważ rozwiałaby chmury, jakie zgromadziły się nad drogą poszerzonej Unii - komentuje "Avvenire" wypowiedź prezydenta RP. - Ale ekshibicjonista Kaczyński udaje, że tego nie rozumie i odmawiając podpisania ratyfikacji, przyjętej przez parlament swego kraju w kwietniu, zadaje jako się rzekło ciężki cios francuskiemu prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu, który zamierzał ograniczyć tylko do Irlandii problem z ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego i odpowiednimi reformami instytucjonalnymi - czytamy w artykule.

Gazeta włoskich biskupów odnotowuje, że choć Sarkozy nie odpowiedział bezpośrednio prezydentowi RP to przypomniał, że dalsze rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód, co leży na sercu także Polsce, nie będzie możliwe bez reform instytucjonalnych.

Ponadto "Avvenire" stwierdza, że decyzja prezydenta Kaczyńskiego to kolejne wyzwanie rzucone rządowi Donalda Tuska przez "bliźniaka, który został sam" u władzy po porażce PiS w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych w Polsce.

Gazeta pisze, że postępowanie prezydenta przypomina tradycję liberum weto, zakorzenioną w czasach szlacheckiej Polski.

- Konserwatysta, nacjonalista i eurosceptyk, polski prezydent jest zagorzałym miłośnikiem liberum weto, zwłaszcza na forum europejskim, gdzie wciąż obowiązuje zasada jednomyślności - podkreśla się w artykule.

"Ratyfikacja to dla Kaczyńskiego problem moralny"

Ratyfikacja unijnego Traktatu Lizbońskiego to dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego problem moralny - powiedział francuski sekretarz stanu ds. europejskich Jean-Pierre Jouyet.

- Podpis Lecha Kaczyńskiego będzie - powiedział Jouyet wychodząc w Paryżu z posiedzenia rady ministrów. - On sam powinien zdać sobie z tego sprawę; to problem moralny, który dotyczy przede wszystkim jego samego.

Pytany przez dziennikarzy, czy prezydent Francji Nicolas Sarkozy zamierza udać się do Polski, aby przekonać polskiego przywódcę do ratyfikacji traktatu sekretarz stanu odpowiedział: - Jeśli konieczne, zrobimy to, co trzeba.

- Stanęliśmy wobec problemu, którego nie powinno się lekceważyć. Polski parlament ratyfikował, polski prezydent sam podpisał ten traktat (na szczycie w Brukseli w 2007 roku)" i "to on prowadził wszystkie negocjacje - przypomniał Jouyet.

W wywiadzie dla wtorkowego "Dziennika" prezydent Lech Kaczyński uznał za "bezprzedmiotowe" podpisanie przez niego Traktatu Lizbońskiego po fiasku referendum w Irlandii. Poparł go przywódca Czech Vaclav Klaus.

Traktat dotychczas ratyfikowały parlamenty 19 krajów UE.

 
 
 
 
~~kołchoz
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 15:51  
Cytuj
Czesi nie chcą ratyfikacji
Czesi nie chcą ratyfikacji

Po odrzuceniu przez Irlandię traktatu reformującego teraz kolejną trudną do pokonania przeszkodą może okazać się rząd czeski, który oświadczył, że dokument ten został odrzucony i dalsze prowadzenie prac ratyfikacyjnych nie ma najmniejszego sensu.

Jeszcze niedawno szef niemieckiej dyplomacji Frank Walter Steinmeier (SPD) sugerował, że Irlandia powinna się na pewien czas wycofać z procesu integracji, aby otworzyć drogę dla ratyfikacji traktatu przez pozostałe 26 państw Wspólnoty. Tymczasem okazało się, iż kolejną przeszkodą na drodze do stworzenia superpaństwa Unii Europejskiej staną się Czechy. Rząd czeski przekazał traktat reformujący Trybunałowi Konstytucyjnemu, od jego decyzji uzależniając ratyfikację.
Podczas gdy takie kraje jak Polska i Wielka Brytania zapowiadają prowadzenie dalszego procesu ratyfikacyjnego, Praga uznaje, że traktat już przepadł. Stanowisko czeskiego rządu wzbudza wielkie zaniepokojenie euroentuzjastów we wszystkich europejskich stolicach, także w Berlinie. Sprawa jest o tyle trudna, że jakakolwiek zmiana lub stworzenie nowego traktatu jest obecnie niemożliwością.
Dotychczas traktatu lizbońskiego nie ratyfikowało jeszcze osiem parlamentów, ale jedynie Praga sugeruje, że tego nie zrobi, w odróżnieniu od Warszawy, która pomimo opinii, iż należy do grona eurosceptyków, obiecała dalsze prowadzenie procesu ratyfikacji.
Niemcy zmuszają innych do dalszej kontynuacji ratyfikacji nieistniejącego już dokumentu, zapominając, że sami także do tej pory go nie ratyfikowali, bowiem cały proces wstrzymał jeden z posłów, składając do Trybunału Konstytucyjnego skargę na proces ratyfikacyjny.
Kanclerz Angela Merkel od początku nie kryła, że - jej zdaniem - porozumienie w sprawie ostatecznego kształtu nowego traktatu reformującego UE to wielki sukces, w którym Niemcy odegrały ważną rolę, gdyż to za ich prezydentury został skrystalizowany proces traktatu. Pani kanclerz nie ukrywała też, iż ma nadzieję, że podpisany 13 grudnia w Lizbonie dokument wejdzie w życie z dniem 1 stycznia roku 2009.
Tymczasem kwestia wyników irlandzkiego referendum zdominowała drugi dzień spotkania Grupy Wyszehradzkiej. Zdaniem szefów rządów Słowacji, Polski, Czech i Węgier, komplikacje z procesem ratyfikacji nie powinny mieć wpływu na rozszerzenie Unii Europejskiej. Szef rządu Czech odmówił komentarza do wypowiedzi prezydenta tego kraju Vaclava Klausa, dla którego proces ratyfikacji nowej konstytucji unijnej zakończył się wraz z odrzuceniem dokumentu przez Irlandię.
Tymczasem premier Donald Tusk oświadczył, że proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego - mimo fiaska w Irlandii - powinien być kontynuowany w pozostałych krajach UE. Podkreślił jednocześnie, że nikt nie może lekceważyć głosu mieszkańców Zielonej Wyspy. Tusk nie dostrzega najwyraźniej, że jedyną rzeczywistą formą uszanowania podjętej przez Irlandczyków decyzji byłaby rezygnacja z ratyfikacji. Z kolei premier Czech Mirek Topolanek powiedział, iż nie można udawać, że kilka milionów głosów Irlandczyków ma inną wagę niż głosy Francuzów, którzy w 2005 roku odrzucili traktat konstytucyjny. W jego ocenie, to, czy ratyfikacja "pójdzie dalej", zależy głównie od Irlandii.good

 
 
 
 
~~anty-asa
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 15:52  
Cytuj
Teraz głos ma Austria

Głęboki kryzys rządowy w Austrii przy okazji ujawnił słabość i niestabilność Unii Europejskiej. Współrządzący obecnie krajem socjaldemokraci pod przewodnictwem kanclerza Alfreda Gusenbauera (SPOE) oraz politycy opozycji z partii wolnościowej (FPOE) domagają się zmian w traktacie lizbońskim i tego, aby w przyszłości o tego typu dokumentach decydowały referenda we wszystkich krajach członkowskich. Część polityków domaga się anulowania decyzji o ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez austriacki parlament. Pojawiają się także głosy, aby dać prawo Austriakom w referendum zadecydowania o tym, czy chcą pozostać w Unii Europejskiej.

Ostatni kryzys rządowy w Austrii pomiędzy rządzącymi socjaldemokratami (SPOE) i chadekami (OEVP - austriacka partia ludowa) pokazał bardzo wyraźnie, jak słaba i chwiejna jest polityczna stabilność Unii Europejskiej. Coraz więcej przemawia za tym, że w Austrii rozpisane zostaną nowe przedterminowe wybory parlamentarne. Niewykluczone jest także jednoczesne rozpisanie referendum w sprawie traktatu z Lizbony. Może także pojawić się pytanie o dalsze członkostwo Austrii w Unii.

Zmiana postawy socjaldemokratów
Kryzys w gronie wielkiej koalicji trwa w Wiedniu od dłuższego czasu, ale ostatnio przybrał na sile po tym, jak szefem socjaldemokratów został Werner Frymann, który zastąpił Alfreda Gusenbauera. Frymann jest ściśle związany ze sceptycznym w stosunku do Unii Europejskiej dziennikiem "Kronem Zeitung". Po zmianie szefa współrządząca partia SPOE z euroentuzjastycznej nagle stała się eurosceptyczną. Zdanie co do UE zmienił także obecny kanclerz. Na łamach "Kronen Zeitung" Frymann i Gusenbauer w liście otwartym zażądali w przypadku jakichkolwiek prób wprowadzenia w życie traktatu lizbońskiego bardzo istotnych zmian w jego treści. Przede wszystkim chodzi o to, by w przypadku ewentualnego stworzenia nowego traktatu decyzja o jego ratyfikacji zapadała w drodze referendalnej we wszystkich krajach członkowskich.

Coraz więcej eurosceptyków w Austrii
Były wicekanclerz i były szef SPOE Erhard Busek w jednym z wywiadów przyznał, że widzi rosnące w społeczeństwie niezadowolenie z UE i dlatego opowiada się za natychmiastowym rozpisaniem nowych wyborów parlamentarnych. Busek ostrzega austriackich polityków, że im dłużej będą czekać z decyzją o wyborach, tym większe będą szanse wszelkich przeciwników Unii Europejskiej. - Jeżeli nie zdecydujemy się teraz na wybory - powiedział Busek - to później może okazać się, iż zwycięzcami są zwolennicy wyjścia Austrii ze wspólnoty, tacy jak szef FPOE.
Przewodniczący coraz bardziej popularnej w Austrii Partii Wolnościowej (FPOE) Heinz Christian Strache w swoich żądaniach poszedł jeszcze dalej i domaga się, aby w przypadku nowych wyborów do austriackiego parlamentu równolegle przeprowadzono referendum z pytaniem, czy Austriacy chcą, aby ich kraj był nadal członkiem Unii Europejskiej.
Ponadto Strache, który od początku był przeciwny ratyfikacji traktatu lizbońskiego poprzez parlament z wyłączeniem decyzji na ten temat obywateli, jest przekonany, że obecnie prezydent Heinz Fischer powinien natychmiast wycofać (anulować) swój podpis pod ratyfikowanym niedawno traktatem lizbońskim, gdyż po przegranej w Irlandii referendum dokument ten i tak jest już martwy. (Austriacki parlament wraz z prezydentem ratyfikowali w kwietniu tego roku traktat reformujący Unię Europejską.)
- Socjaldemokraci po zdradzie narodu austriackiego, czyli wydaniu zgody na ratyfikację wbrew woli narodu, mają teraz możliwość naprawienia swojego błędu i przeproszenia obywateli - powiedział Strache i dodał, że jego partia złoży w parlamencie wniosek o wycofanie podpisu prezydenta pod ratyfikacją traktatu lizbońskiego. Będzie to poważny sprawdzian, czy SPOE nadal jest "przeciwko" czy "za" społeczeństwem. - Kwestia obecności Austrii w Unii Europejskiej nie jest tematem tabu - powiedział Heinz Christian Strache.
Student historii z Wiednia Lukas Wallnert w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przyznał, że nowy szef socjaldemokratów Werner Frymann i kanclerz Alfred Gusenbauer chcą zyskać sympatię wyborców i zrobili to, czego oczekują obywatele, którzy już wielokrotnie poprzez liczne demonstracje dawali wyraz, iż o takich sprawach jak nowe unijne traktaty chcą decydować sami. - W koalicji od dawna panuje kryzys. Politycy widzą zanik poparcia dla idei jednoczenia Europy i dlatego, aby zyskać potencjalnych wyborców, postanawiają o 180 stopni zmienić front i dlatego dotychczas proeuropejska SPOE staje się nagle eurosceptyczna - powiedział nam Wallnert.
Społeczeństwo austriackie wielokrotnie dawało wyraz niechęci dla Wspólnoty i arogancji władzy. Tak było także w kwestii traktatu lizbońskiego, kiedy to ludzie wyszli na ulice, żądając, aby deputowani parlamentu rozpisali referendum w sprawie zatwierdzenia traktatu lizbońskiego. Manifestanci domagali się, aby władze w Wiedniu respektowały wolę narodu i rozpisały w tej sprawie referendum. Podczas demonstracji padały obawy, iż traktat może oznaczać zerwanie z neutralnością Austrii. Wielu manifestantów domagało się natychmiastowego wystąpienia ich kraju z Unii Europejskiej.good

 
 
 
 
~~łże-liberał
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 15:54  
Cytuj
Niemcy, chociaż należą do czołówki krajów dążących do jak najszybszego wprowadzenia w życie traktatu lizbońskiego, mogą okazać się pierwszymi, którzy wstrzymają proces ratyfikacji. “Nasz Dziennik” potwierdził w biurze poselskim deputowanego do Bundestagu Petera Gauweilera przygotowania do zaskarżenia w Trybunale Konstytucyjnym w Karlsruhe zamiaru ratyfikacji przez niemiecki parlament nowej wersji eurokonstytucji.
W rozmowie z “Naszym Dziennikiem” pierwszy asystent posła Petera Gauweilera (CSU) Christoph Tine potwierdził zamiar złożenia przez swojego przełożonego skargi do Trybunału Konstytucyjnego na plany niemieckiego parlamentu ratyfikowania traktatu lizbońskiego. Zdaniem Gauweilera - decydując się na ratyfikację nowej europejskiej konstytucji, Bundestag przekracza swoje kompetencje, ponieważ o przyjęciu bądź odrzuceniu dokumentu powinno zadecydować społeczeństwo w powszechnym głosowaniu.

Na dowód tej tezy polityk CSU przytacza 146. paragraf niemieckiej konstytucji, gdzie zostało wyraźnie napisane, iż o jakiejkolwiek zmianie ustawy zasadniczej musi decydować społeczeństwo w referendum. Ponadto - jego zdaniem - nowa europejska ustawa zasadnicza stawia się ponad niemiecką konstytucją i jest zdecydowanie z nią sprzeczna. Gauweiler będzie zatem domagał się, aby do czasu rozpatrzenia skargi Trybunał zakazał parlamentowi ewentualnego ratyfikowania tego dokumentu. A to, jak stwierdził w rozmowie z nami Christoph Tine, najprawdopodobniej bardzo zakłóci plan wprowadzenia go w życie.
Nasz rozmówca przypomniał, że w 2005 roku, jeszcze przed ratyfikacją poprzedniej europejskiej konstytucji, Peter Gauweiler z analogicznych powodów zaskarżył sposób podejmowania przez niemieckie państwo decyzji o ratyfikacji. - Przypomnę, że Niemcy do tej pory nie ratyfikowały poprzedniej europejskiej konstytucji, gdyż w związku z poprzednią skargą Petera Gauweilera prezydent Horst Koehler nie mógł podpisać tej ratyfikacji w maju 2005 roku - powiedział Tine.
Niemiecki Trybunał Konstytucyjny nie wydał dotychczas konkretnego wyroku w tej sprawie, tłumacząc, że odroczył postępowanie do czasu wyjaśnienia przyszłych losów dokumentu. Innymi słowy, Niemcy obok Francji i Holandii, które odrzuciły unijną konstytucję, także należą do tych państw, które de facto nie podpisały tego “starego” dokumentu.
- Teraz poczekamy na rozpoczęcie parlamentarnej dyskusji na temat nowego traktatu - powiedział Tine. - Ale sądząc z zapowiedzi, należy przypuszczać, że skarga do Trybunału zostanie złożona - dodał. - Tym bardziej że podobne do Gauweilera działania zapowiedzieli posłowie lewicy, którym także nie podoba się wiele zapisów nowej europejskiej konstytucji, nazwanej traktatem - podkreślił.
Zdaniem Christopha Tine’a, dokument lizboński jest w 95 procentach powtórzeniem zapisów poprzedniej europejskiej ustawy, czyli jest tak samo zły i wadliwy.
- Krytyka Petera Gauweilera w stosunku do nowego traktatu jest teraz jeszcze głębsza niż ta wysunięta w stosunku do poprzedniego, gdyż jeszcze bardziej stawia on prawo unijne ponad narodowe niemieckie - powiedział nam asystent posła CSU i zapewnił, że skarga do Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe zostanie na pewno złożona w ciągu kilku tygodni, jeżeli nie przez partię lewicową, to przez Petera Gauweilera. - Zdecydowanie zakłóci to proces ratyfikacji i nie wydaje mi się możliwe, aby można było w takim wypadku zdążyć jeszcze przed 2009 rokiem i wprowadzeniem w życie tego dokumentu - stwierdził Tine.
Zgodnie z literą prawa, prezydent Horst Koehler nie może podpisać traktatu reformującego przed wydaniem wyroku przez Trybunał Konstytucyjny. W 2005 r., mimo że faktycznie Niemcy nie ratyfikowały europejskiej konstytucji, sprawa ucichła, gdyż i tak poprzedni traktat został odrzucony w referendach w Holandii i Francji. Teraz - jeśli chodzi o prestiż międzynarodowy zarówno Niemiec, jak i osobisty Angeli Merkel, uważającej traktat lizboński za swoje dziecko - zablokowanie ratyfikacji może mieć o wiele bardziej poważne konsekwencje.
Zdaniem niektórych komentatorów, nawet bez Niemiec przyszłość traktatu lizbońskiego pozostaje niejasna, ponieważ do tej pory ratyfikowały go jedynie: Rumunia, Malta, Węgry, Słowenia i Francja. Pozostaje Irlandia, gdzie musi odbyć się referendum w tej sprawie, przy czym nie wiadomo, jak się ono zakończy, gdyż według najnowszych sondaży jedynie 26 proc. irlandzkiego społeczeństwa opowiada się za traktatem.smiech2

 
 
 
 
~~magazynier
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 15:55  
Cytuj
39-letni zamożny biznesmen rozkręcił wielką, profesjonalną kampanię przeciwko traktatowi reformującemu Unię Europejską, ku zgrozie premiera Briana Cowena i głównych ugrupowań politycznych Irlandii. Tym większej, że Declan Ganley, lider irlandzkich przeciwników traktatu lizbońskiego, jest – o czym mówi „Rz” – członkiem rządzącej, prolizbońskiej partii Fianna Fail.Zwolennicy traktatu z Lizbony, którzy jeszcze niedawno mieli zdecydowaną przewagę nad przeciwnikami, idą dziś z nimi w sondażach łeb w łeb. Europa wstrzymała zaś oddech przed czwartkowym referendum. Zwycięstwo „nie” w liczącej cztery miliony mieszkańców Irlandii może pogrzebać traktat lizboński i spowodować kryzys polityczny w Unii Europejskiej.

RZ: Słyszałem, że wydał pan prawie 1,3 miliona euro na kampanię przeciw traktatowi z Lizbony?

Declan Ganley: To nieprawda. Byłoby to nielegalne, bo prawo zabrania obywatelom finansowania kampanii na kwotę większą niż 6,5 tysiąca euro. Ten przepis wprowadzili politycy będący u władzy. Robią wszystko, co mogą, by nam utrudnić działanie.

Dlaczego chce pan przeszkodzić w zreformowaniu poszerzonej Unii Europejskiej?

Ależ ja absolutnie nie jestem przeciwnikiem Unii ani nawet eurosceptykiem. Uważam jednak, że jeśli ktoś jest naprawdę za Europą, powinien być przeciwko traktatowi z Lizbony. A todlatego, że jest on antydemokratyczny. Przekazuje Brukseli uprawnienia do podejmowania kluczowych decyzji w ponad 60 procentach zagadnień będących dotychczas w kompetencjach państw narodowych. Ci, którzy będą te decyzje podejmować, nie będą ponosili za nie odpowiedzialności, bo traktat tego oczywiście nie przewiduje. Co więcej, narzuca obywatelom UE prezydenta i ministra spraw zagranicznych Europy, których nie oni będą wybierali.

W Irlandii obywatele też nie wybierają ministra spraw zagranicznych...

Jak to? W wyborach do parlamentu wybieramy sobie rząd, prezydent jest wyłaniany w głosowaniu powszechnym i bezpośrednim. A kto będzie prezydentem Europy? Nie ma żadnego znaczenia, kogo pan czy ja byśmy chcieli na tym stanowisku, bo nasze zdanie nie będzie brane pod uwagę. Jesteśmy zwykłymi obywatelami i skoro nie wchodzimy w skład wąskiej brukselskiej elity, to nie mamy w ogóle głosu. Jest dla mnie czymś po prostu obraźliwym, że jeżeli chcę złożyć petycję do Komisji Europejskiej, to – jak wynika z traktatu – będę musiał złożyć podpis, a potem zebrać 999 999 innych podpisów, by mieć wymagany milion. A oni i tak mogą to wyrzucić do kosza. No, chyba że będę płacił lobbystom w Brukseli 5 czy 10 milionów euro rocznie, żeby „przepchnęli” moją sprawę. Brukselska elita i wielkie lobby nigdy nie poddają się demokratycznym procedurom, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności przed wyborcami. I to mamy nazywać demokracją?

Eurokraci podejmują decyzje w tysiącach szczegółowych spraw wymagających specjalistycznej wiedzy, które często nie interesują zwykłych wyborców. Politolodzy mówią, że są to kwestie z natury rzeczy przeznaczone dla elity ekspertów...

Zgoda. Również w traktacie z Lizbony jest wiele ustaleń, które uznałbym za całkowicie do przyjęcia. Ale tylko wtedy, gdyby przewidziano również demokratyczną odpowiedzialność. Podejmujesz decyzje w jakiejś dziedzinie? Proszę bardzo. Ale ponośodpowiedzialność przed wyborcami. Dlaczego mamy przekazywać brukselskiej elicie jeszcze więcej władzy bez odpowiedzialności? Czy my, w Irlandii, wyglądamy na głupków? Przecież dobrze wiemy, że dziesiątki milionów naszych europejskich współobywateli z Francji i Holandii powiedziało już „nie”. Ci pajace z Brukseli chyba nie mają uszu ani oczu.Zamiast się zastanowić nad tym, co się stało, wyprodukowali nowy projekt – o 10 tysięcy słów dłuższy od poprzedniego. Od razu pojęli, że mają problem: jak przedstawić ludziom Lizbonę jako minitraktat, skoro w rzeczywistości jest on dłuższy od poprzedniego projektu? I znaleźli rozwiązanie – zmniejszyli rozmiar czcionki i odstępy między wierszami, przez co traktat zrobił się krótszy o 60 stron. Kolejny raz wzięli nas za idiotów. Bo przecież gdyby traktowali nas choć trochę poważnie, to musieliby się zastanowić nad tym, że dziesiątki milionów ludzi już odrzuciły 96 procent zapisów traktatu z Lizbony.

Nie sądzi pan, że w dużej części głosowali po prostu przeciw jednemu czy drugiemu nielubianemu politykowi, nie znając w ogóle traktatu?

A słyszał pan, co powiedział były prezydent Francji Valery Giscard d’Estaing, który tworzył projekt konstytucji? Przyznał, że „ludzie zostaną skłonieni do zaakceptowania projektów, których nigdy byśmy nie śmieli przedstawić im bezpośrednio”. Tamte odrzucone pomysły wprowadzono do obecnego traktatu, próbując je ukryć. Jean-Luc Deha- ene, były premier Belgii i komisarz UE, przybył dwa i pół tygodnia temu na posiedzenie Komisji Konstytucyjnej europarlamentu i prosił, by wstrzymać się z udostępnianiem jego planów wprowa- dzania w życie traktatu lizbońskiego.

Powód? „Nie powinni- śmy dawać argumentów irlandzkim zwolennikom „nie”. Co to tak naprawdę znaczy? – „Nie chcemy, żeby Irlandczycy byli w stanie podjąć decyzję opartą na prawdziwych informacjach”. A zatem oni po prostu ukrywają informacje, które są niezbędne do podjęcia przez nas zasadniczej decyzji. I w takiej oto sytuacji cztery miliony Irlandczyków mają teraz podjąć decyzję, która wpłynie na kilkaset milionów mieszkańców UE – Polaków, Francuzów, Niemców, Słowaków. Mam nadzieję, że 12 czerwca Irlandczycy powiedzą „nie” i powstrzymają ten nonsens.

Wszystkie partie w irlandzkim parlamencie, oprócz niewielkiej Sinn Fein, popierają traktat z Lizbony. Dlaczego?

Był pan kiedyś na owczej farmie? Widział pan, jak wszystkie owce idą za baranem? Na szczęście my, zwykli obywatele Irlandii, nie jesteśmy owcami.

W języku polskim osoby takie jak pan nazywa się czarnymi owcami...

Niezłe! Ale muszę panu powiedzieć, że w tej kampanii obrzucono mnie gorszymi określeniami.

Może rozkręcił pan całą tę kampanię, licząc, że będzie to trampolina do wielkiej kariery politycznej? Czy Declan Ganley nie myśli o stworzeniu własnej partii?

Dziś koncentruję się wyłącznie na referendum. Od wielu lat jestem zresztą członkiem Fianna Fail. Wspierałem tę partię finansowo, mam tam wielu przyjaciół. Formalnie nie przestałem być jej członkiem, choć moja sytuacja jest tam teraz, że tak powiem, specyficzna (śmiech).

Podejrzewam zresztą, że ponad 50 procent członków Fianna Fail jest tak naprawdę przeciwko traktatowi. Zapewniam pana, że wielu polityków i działaczy, którzy agitują dziś na rzecz „tak”, w czwartek wejdzie za kotarę i zagłosuje na „nie”. Sam znam takich ludzi.wink

 
 
 
 
~~oj Jarku Jarku
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 16:07  
Cytuj
Wybryk polskiego prezydenta ma pomóc PiS



Postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie Traktatu z Lizbony w dużej mierze dyktowana jest sytuacją PiS na scenie politycznej w Polsce - ocenia belgijski liberalny dziennik "Le Soir".

Zdaniem gazety, L.Kaczyński uznał w wywiadzie dla wtorkowego "Dziennika", że podpisanie traktatu - po odrzuceniu go w irlandzkim referendum - jest "bezprzedmiotowe", by podkreślić różnice między PiS a "obecnym proeuropejskim rządem" Donalda Tuska.

"Ta taktyka ma pomóc braciom Kaczyńskim i PiS (...) wspiąć się wyżej w sondażach" - tłumaczy "Le Soir".

Gazeta jest zdania, że "wybryk polskiego prezydenta na nowo spycha Europę na skraj kryzysu", bowiem po fiasku irlandzkiego referendum podaje w wątpliwość dokończenie ratyfikacji Traktatu z Lizbony przez resztę krajów. Zwłaszcza że kłopoty z ratyfikacją przewiduje się też w Czechach, gdzie eurosceptyczny prezydent uznał traktat po irlandzkim referendum za "martwy". "Le Soir" podkreśla, że we wtorek Vaclav Klaus natychmiast poparł stanowisko L.Kaczyńskiego.

 
 
 
 
~~~~~~
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 17:24  
Cytuj
tylko debile patrza na opinie lewicowych zachodnich dziennikow o naszym kraju.

 
 
 
 
~~Zero
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 20:50  
Cytuj
Porażony Ziobro

Z Jerzym Domańskim, szefem Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej, rozmawia Jarosław Karpiński

Minister Ziobro wie, o czym jutro napiszą gazety. Dziwi to Pana?
– Od czasu, kiedy ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński i gdy działał taki specjalny zespół prokuratorski, który miał się zajmować środowiskiem dziennikarskim, mniej mnie to dziwi. Natomiast głęboko mnie oburza, bo uważam, że tego typu działania są niezgodne z jakimikolwiek przepisami prawa i osoby, które w taki sposób się zachowują, czy podejmują takie decyzje, postępują jak kryminaliści. W normalnym trybie, w normalnym systemie będą rozliczone, ocenione i mam nadzieję, że poniosą konsekwencje prawne.

Ziobro dementował zarzuty z artykułu, który się jeszcze nie ukazał i którego nie czytał...
– To pokazuje, jak bardzo celna jest publikacja w „Gazecie Wyborczej” i jak głęboko obnaża dzisiejszy sposób działania prokuratury, jej dyspozycyjność i manipulacyjny charakter relacji między władzą prokuratorską, Ministerstwem Sprawiedliwości, zaufanymi ludźmi, którymi Ziobro obsadza prokuratury wojewódzkie. Musi być bardzo wiele rzeczy niewygodnych dla Ziobry, dla Prokuratury Generalnej, katowickiej i łódzkiej w tych zeznaniach, które cytuje „GW”, że aż minister zwołał konferencję prasową przed publikacją. Do tej pory, jak wiadomo, minister Ziobro był nieprawdopodobnie skutecznym oszołomem, człowiekiem od organizowania konferencji prasowych, ale wyłącznie wtedy, kiedy mógł wystąpić przed opinią publiczną jako żelazny szeryf, kiedy mógł ogłosić sukces, albo zapowiedzieć kolejne działanie, które ma mu przysporzyć popularności. Tu wystąpił w roli człowieka tłumaczącego się i atakującego jednocześnie. Język, jakim Ziobro mówił, jest językiem PiS-u. W każdej sprawie mamy do czynienia z „prowokacją polityczną” i „bezprzykładnym atakiem” na rząd, czy to będą pielęgniarki, lekarze, rolnicy, opozycja itd. To ma zastąpić odpowiedź na konkretne pytanie. A konkretne i najpoważniejsze pytanie w tej sprawie jest następujące: dlaczego PiS, koalicjanci i minister Ziobro nie chcą powołania komisji śledczej, która zajęłaby się sprawą Blidy? Jestem głęboko przekonany, że taka komisja za naszego życia powstanie, ponieważ tragiczna śmierć Barbary Blidy jest wzorcowym dowodem na patologie IV RP. Bez wyjaśnienia wszystkich mechanizmów, inspiracji i powodów, dla których tylu ludzi było zaangażowanych w aresztowanie tragicznie zmarłej posłanki, nie będziemy rozumieli patologii i nie będziemy mogli w konsekwencji instytucjonalnie obronić się przed takimi ludźmi jak Ziobro, którzy są gotowi dążyć do celu po trupach. Tekst w „Gazecie”, mówiąc językiem PiS-u, jest porażający, tzn. jest to tekst, po którym w większości krajów UE osoby, które są w to wszystko zamieszane, miałyby tylko drogę w jedną stronę: do wyjścia. Ziobro ma chyba świadomość tego, jak celnie został w tej sprawie złapany na podporządkowywaniu prokuratury, na wymuszaniu jej dyspozycyjności. Wygląda na to, że w oczy zajrzał mu strach przed konsekwencjami. Jeżeli rację ma „GW”, to Ziobro przeszedł do historii.

Dziękuję za rozmowę.

 
 
 
 
~~Teresa
ff
Wysłany: 2 Lip 2008r. 21:25  
Cytuj
To dzięki Prawu i Sprawiedliwości i Kancelari Prezydenta będzie w Polsce tarcza antyrakierowa!! to Fotyga dopieła warunków porozumienia i teraz wam głupio PO!! wieśniaki !!

 
 
 
 
~~Tytan
ff
Wysłany: 8 Lip 2008r. 06:04  
Cytuj
Krzykliwy PiS i niema Platforma


Od tygodni mową publiczną i mediami rządzi PiS, znów, jak za rządów Jarosława Kaczyńskiego, zajmujemy się głównie lustracją, teczkami, jakbyśmy byli społeczeństwem podziemnym.


Szef PiS-u Jarosław Kaczyński wzywa premiera Donalda Tuska, by oddał władzę, bo "jego rząd charakteryzuje nieuctwo, lenistwo i niezdolność do rządzenia", a także dbałość o interesy "wąskiej grupy najgorszych Polaków". Prezydent działa tak, jakby chciał maksymalnie osłabić Unię Europejską i wzmocnić jej rodzimych przeciwników. Andrzej Lepper zapowiada blokady, by ratować wieś przed upadkiem. Podobny zamęt widzieliśmy kilka lat temu, gdy ci sami ludzie (Kaczyńscy, Lepper), tyle że w towarzystwie Tuska, delegalizowali w słowach III RP i swym patriotycznym populizmem wzmacniali postawy antyeuropejskie.

Czy to powtórna inwazja upiorów? Od tygodni mową publiczną i mediami rządzi PiS, znów, jak za rządów Jarosława Kaczyńskiego, zajmujemy się głównie lustracją, teczkami, jakbyśmy byli społeczeństwem podziemnym. Albo anachronicznymi sporami o UE, jakby absolutna większość Polaków nie okazywała entuzjazmu dla integracji z Unią. Wiem, tamci atakują, więc trzeba odpowiadać i tłumaczyć. Sam tak robię. Tyle że inne tematy słabo przebijają się w mediach, zwłaszcza elektronicznych, i Polska wygląda niczym wyciągnięta z lamusa.

To, że anachroniczna mniejszość narzuciła ton nowoczesnemu krajowi, niepokoi coraz to liczniejszych komentatorów. Bulwersuje ich zwłaszcza brak innej opowieści o Polsce. Nie zdobyła się na nią PO, jej ślady niełatwo też wychwycić nawet w poważnej publicystyce. O telewizjach nie wspominam, bo tam każda próba poważnej opowieści grzęźnie w awanturach lub sensacyjkach.

Piszą w ostatniej "Polityce" Mariusz Janicki i Wiesław Władyka: "Platforma nie ma opowieści na czas kryzysu, nie ma zapasowego spadochronu. (...) Bez własnej narracji, tłumaczenia swych zamierzeń, wprowadzania językowego porządku i harmonii w niejasną sferę faktów będzie słabła zdolność Platformy do odrzucania klejących się etykiet". Ostrzeżenie, choć niewypowiedziane, jest wyraźne: PiS może wrócić. Sądzi tak zresztą wielu przeciwników tamtych rządów.

Lepiej przesadzać z przestrogami, niż lekceważyć niebezpieczeństwo - toteż rozumiem te obawy i ostrzeżenia. Myślę jednak, że PiS pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego już nie porządzi. Nawet nie dlatego, że poczynania prezydenta skutecznie hamują nostalgię za poprzednią władzą. W tym sensie Lech Kaczyński jest najlepszym sojusznikiem PO.

Ważniejsze jest co innego: dziś szef PiS-u nie ma nic poruszającego do powiedzenia. Wyczerpały się jego zdolności do rysowania obietnic nowego ładu, upadła legenda samotnego buntownika przeciw złu i przywódcy wykluczonych. Zostały jedynie talent i energia, by utrzymywać mury dzielące społeczeństwo i pielęgnować konflikty, jakie sam wzniecił, gdy jeszcze rządził. To wiele, by psuć rządy innych, to za mało, by samemu je objąć.

Oczywiście, to tylko gdybania. Może więc bracia Kaczyńscy pracują dziś na rzecz młodych autokratycznych populistów z PiS-u. Może Platforma ulegnie presji i w sytuacji zagrożenia sięgnie po to, co w niej wciąż drzemie: po populistyczny radykalizm połączony z silnym konserwatyzmem. A może przez następne lata będziemy się wlec w tym dziwnym pacie między hałasem PiS-u a ciszą PO.

Ale jedno jest pewne. Te niebezpieczeństwa nie wygasną, dopóki nie pojawi się Polsce atrakcyjna opowieść o wolności, sprawiedliwości i sile obywateli. O demokracji, a nie o jej przeciwnikach. Platformy na to nie stać. Nie widać też innych chętnych. Na placu pozostają mistrzowie fałszywych opowieści.


Marek Beylin

 
 
 
 
~~Tytan
ff
Wysłany: 8 Lip 2008r. 06:08  
Cytuj
kulisy zatrzymania byłego senatora PiS


Kilka dni temu CBA zatrzymało byłego senatora PiS Jarosława Chmielewskiego. Postawiono mu zarzuty korupcyjne. Według śledczych, były polityk ustawiał wielomilionowe przetargi. Ale DZIENNIK ustalił, że prokuratura i CBA wiedziały o tym już rok temu. "Wielokrotnie składaliśmy plany śledztw z listami osób do zatrzymania. Prokuratura nie wydawała jednak żadnych decyzji" - mówi DZIENNIKOWI funkcjonariusz CBA.

Sprawa Chmielewskiego jest odpryskiem słynnej afery gruntowej, która doprowadziła do dymisji ówczesnego wicepremiera Andrzeja Leppera, a w konsekwencji, do upadku rządu PiS.

Czego przez rok postępowania dowiedzieli się śledczy? Były senator PiS załatwił pracę w firmie Dialog Andrzejowi Kryszyńskiemu i Piotrowi Rybie, dwóm bohaterom afery gruntowej. Ale nie zrobił tego bezinteresownie. W zamian, jak zeznają Kryszyński i Ryba, ustawiali przetargi w "Dialogu" pod jego dyktando, a także m.in. znaleźli posadę dla rzekomej kochanki byłego senatora. Obaj zostali aresztowani w lipcu 2007 r. po wzięciu od agentów CBA kontrolowanej łapówki za odrolnienie ziemi na Mazurach. Zaraz potem zaczęli ujawniać szczegóły polityczno-biznesowych układów w firmie Dialog.

"Stanowisko wiceprezesa zawdzięczałem lobbingowi senatora PiS Jarosława Chmielewskiego" – przyznał Kryszyński. Ale nie za darmo. W połowie 2006 r. Kryszyński miał zorganizować przetarg na kupno samochodów służbowych dla Dialogu za kilkanaście milionów. Według Kryszyńskiego, senator Jarosław Chmielewski domagał się "załatwienia auta dla siebie z tej puli".

Inne jego żądania - jak zeznał Kryszyński - dotyczyły zatrudnienia w firmie studentki prawa, z którą miał łączyć senatora romans. Dla dwudziestokilkuletniej dziewczyny specjalnie utworzono stanowisko asystentki w zespole radców prawnych Dialogu. "To zdolna dziewczyna, a informacje o korupcji to kłamstwa" - odpiera zarzuty w rozmowie z DZIENNIKIEM Chmielewski.

Senator nie jest jedynym politykiem PiS, którego nazwisko pojawiło się w śledztwie dotyczącym Dialogu. Presję podczas przetargu na samochody miał również wywierać były już poseł Ryszard Wawryniewicz, a wartościowe prezenty otrzymywać Andrzej Diakonow, szara eminencja w partii Jarosława Kaczyńskiego.

Kryszyński i Ryba zeznania złożyli prawie rok temu, sprawa utknęła jednak w martwym punkcie. "Wielokrotnie składaliśmy szczegółowe plany śledztw, łącznie z listami osób do zatrzymania. Prokuratura nie wydawała jednak żadnych decyzji" - usłyszeliśmy od wysokiego rangą funkcjonariusza CBA.

W tym czasie Chmielewski i Wawryniewicz zniknęli z list wyborczych PiS. Pytany przez nas Adam Lipiński, lider dolnośląskiego PiS, zaprzeczył, aby był to efekt przecieku ze śledztwa.

"Nie odpowiadam za swoich poprzedników" - mówi zaś obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.

Tomasz Butkiewicz, Robert Zieliński

 
 
 
 
Posty: 520
Dołączył: 30 Cze 2008r.
Skąd: Stalowa Wola
Ostrzeżenia: 0%
ff
Wysłany: 24 Lip 2008r. 16:45  
Cytuj
Jak PiS, SLD i PSL dba o Twój portfel



Ramię w ramię - Lewica, PiS i współrządzące PSL - idą przeciwko Platformie Obywatelskiej. Chcą odrzucenia proponowanego przez PO projektu ustawy likwidującej finansowanie partii politycznych z budżetu państwa. Politycy Platformy przekonywali podczas sejmowej debaty, że zniesienia subwencji chce większość społeczeństwa.
Politycy Platformy przekonywali podczas sejmowej debaty, że zniesienia subwencji chce większość społeczeństwa. Poseł Andrzej Dera w imieniu Prawa i Sprawiedliwości argumentował, że rozwiązań proponowanych przez Platformę nie stosuje się nigdzie w Europie. Przeciwnie, z budżetu państwa finansuje się partie m.in. w Niemczech, Finlandii, Hiszpanii, Czechach i Bułgarii.

Mimo że dwa dni przed debatą, PO złożyła autopoprawkę do projektu, która skreśla z niego zapisy dotyczące przekazywania na rzecz partii 1 proc. podatku, to tylko poseł Dera znał tę uaktualnioną wersję propozycji.


PO: Reagujecie histerycznie

Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski przyznał, że jego partia w tej sprawie "dostaje baty". Przekonywał, że likwidacji subwencji dla partii politycznych chce większość społeczeństwa, oraz że PiS ostatnimi wyczynami w Sejmie "zadrwiło" z pieniędzy podatników. - Nie dziwią mnie tak histeryczne reakcje posłów PiS na nasz projekt. One mnie smucą - mówił Chlebowski.

Kto ma najwięcej?

PO proponuje zaostrzenie przepisów dotyczących sprawozdań finansowych partii. Za brak sprawozdania wyborczego w terminie, ugrupowaniu groziłaby likwidacja. W przypadku odrzucenia sprawozdania finansowego przez Państwową Komisję Wyborczą - grzywna.

Obecnie subwencje i dotacje budżetowe są podstawowym źródłem finansowana partii politycznych. Według informacji Państwowej Komisji Wyborczej, w 2008 roku Platformie Obywatelskiej przysługuje subwencja w wysokości niemal 38 mln zł, Prawu i Sprawiedliwości - nieco ponad 35,5 mln zł, PSL - nieco ponad 14,2 mln zł, SLD - nieco ponad 13,5 mln zł, SdPl - ok. 3,3 mln zł, a Partii Demokratycznej - ok. 2,2 mln zł.

Zgodnie z obecną wersją projektu, na majątek partii politycznej będą się mogły złożyć jedynie składki członkowskie, darowizny, spadki, zapisy oraz z dochody z majątku.

Profil 
Prywatna wiadomość 
 
 
~~CBA-
ff
Wysłany: 25 Lip 2008r. 05:25  
Cytuj
„Łączy nas Sopot” – tak brzmi motto oskarżanego o korupcję prezydenta miasta Jacka Karnowskiego. Kogo i jak naprawdę łączy słynny nadmorski kurort?
źródło: KFP


Od dziesięciu lat Jackowi Karnowskiemu łatwo się rządzi Sopotem. Platforma Obywatelska wraz z podległym jej lokalnym ugrupowaniem Samorządność Sopot od lat ma większość w radzie miasta. Jej kolejni przewodniczący to dawni zastępcy Karnowskiego w lokalnych władzach. Zaufani i lojalni. Stanęli za nim murem, gdy „Rz” ujawniła nagrania, na których miał się domagać dwóch mieszkań od sopockiego biznesmena Sławomira Julkego w zamian za pomoc w załatwieniu zgody na nadbudowę strychu.

Możliwe, że linią obrony Jacka Karnowskiego będzie opowieść o prowokacji rosyjskiej mafii

Tydzień po publikacji 34 byłych i obecnych radnych złożyło się po sto złotych na specjalne wydanie gazetki „Nasz Sopot” wypełnione tekstami broniącymi Karnowskiego. Pismo osobiście rozdawali w niedzielę pod kościołami. To ci sami ludzie, którzy niedawno zdecydowali o podwyżce poborów Karnowskiego z 11 tys. 125 zł do 12 tys. 303 zł brutto. Uzasadnienia były dwa. Pierwsze: „Dzięki Jackowi Karnowskiemu Sopot otrzymał ostatnio szereg nagród”, drugie: „Prezydent mimo rozlicznych zajęć obronił w tym roku pracę naukową z dziedziny ekonomii i uzyskał tytuł doktorski”.

Przyjaciel, czyli wróg

Sławomir Julke, który ujawnił sopocką aferę, był bliskim przyjacielem Karnowskiego. Po oskarżeniu go o korupcję dla wielu stał się wrogiem. Coraz częściej sugeruje się jego nieczyste intencje, podważa uczciwość w zdobyciu majątku. Wreszcie został usunięty z szeregów PO. – To tak partia traktuje ludzi, którzy ujawniają korupcję? – komentował tę decyzję Julke. Sopocki biznesmen sugerował, że wyrzucono go, bo naruszył pewien układ.

Karnowski zrezygnował sam, co uznano „za wzór partyjnego zachowania”. – Niewinny, dobry samorządowiec, ofiara „przyjaciela” – mówi o prezydencie miasta Jarosław Gowin (PO). Dowodem na uczciwość Karnowskiego ma być fakt, że „niczego się nie dorobił, choć obracał milionami”.

Stronę oskarżanego o korupcję prezydenta bierze drużyna Politycy i Przyjaciele, która regularnie kopie piłkę z premierem Donaldem Tuskiem. To pierwszoplanowi politycy PO, radni Sopotu i Gdańska, urzędnicy, a także trójmiejscy dziennikarze. To m.in. były premier Jan Krzysztof Bielecki, posłowie Sławomir Nowak, Sławomir i Arkadiusz Rybiccy, Tomasz Arabski, wiceprezydent Paweł Orłowski i gdański prokurator prowadzący sprawę Grudnia ’70 Bogdan Szegda.

W Trójmieście Karnowski uchodzi za człowieka, który ma przyjaciół wszędzie. Najważniejszych jest dwóch. Od podstawówki Karnowski przyjaźni się z Cezarym Jakubowskim, byłym wiceprezydentem Sopotu, a obecnie wiceszefem rady miasta. Mają teraz nawet takie same kłopoty. Jakubowski musi się tłumaczyć z tego, czy w 2006 r. wziął 30 tys. zł łapówki od syna senator z SLD Ewy Serockiej za załatwienie zgody na budowę poddasza. Drugi przyjaciel to Jan Kozłowski, marszałek pomorski. Ten przeciwstawiał się nawet premierowi Donaldowi Tuskowi, gdy ten żądał wyrzucenia Karnowskiego z PO.

Kluby powiązań

Po ujawnionej przez „Rz” aferze Sopot ożył. Znowu mówi się głośno o pośrednikach, którzy handlują mieszkaniami, o tajemniczej koncesji dla dyskoteki stojącej przy Monciaku. Powraca temat niewyjaśnionej przez prokuraturę inwestycji Centrum Haffnera. – Wcześniej nikt nie reagował na informacje o korupcji w Urzędzie Miasta Sopotu – mówi jeden ze znanych mieszkańców Trójmiasta. – Może teraz zmowa milczenia zostanie złamana? – zastanawia się.

Sprawa może być jednak bardzo trudna, ponieważ w Trójmieście wiele do powiedzenia mają kluby zrzeszające najbardziej wpływowych mieszkańców regionu. Nieprzychylni Karnowskiemu mówią, że jeśli w mieście chce się robić interesy, warto zapisać się do Stowarzyszenia Turystycznego Sopot. – Członkostwo w nim to wskaźnik, kto rządzi, kto ma wpływy – mówi jeden z miejscowych polityków.

Oficjalnie stowarzyszenie zajmuje się „integrowaniem lokalnych podmiotów turystycznych w celu szeroko pojętej promocji miasta”. Na liście członków są zaufani ludzie Karnowskiego Jana Kozłowskiego, szefa lokalnej PO. Członkiem STS jest też sam Urząd Miasta w Sopocie. Wiceprezesem jest tu radny Lesław Orski (jego córka pracuje w miejskiej informacji). Wśród należących do STS jest też Henryk Piękoś, właściciel kilku hoteli i prywatnej szkoły wychowania fizycznego, i Aleksandra Chrzanowska, córka szefa dróg i zieleni miejskiej w Sopocie.

Marszałek Kozłowski, który przez sześć lat (1992 – 1998) był prezydentem Sopotu, związany jest także m.in. z trójmiejskim Klubem Dżentelmena. Pod jego patronatem od kilku lat odbywa się plebiscyt na dżentelmena roku. Marszałek sam nosi ten tytuł. Otrzymał go wraz z m.in. SLD-owskim politykiem Jerzym Jędykiewiczem, oskarżonym potem w głośnej aferze Stella Maris. Kontrowersyjny biznesmen z Trójmiasta jest do dzisiaj członkiem tego klubu wraz z m.in. Ireneuszem Tomaszewskim, aktualnie kierują-cym Prokuraturą Apelacyjną w Gdańsku. Tomaszewski zasiada w sądzie koleżeńskim klubu wraz z m.in. mecenasem Jerzym Lipskim. Lipski to z kolei znajomy szefa Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku adwokata Jerzego Glanca. A Glanc reprezentuje obecnie Jacka Karnowskiego. Jest też członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej, w której zasiada bliski kolega Karnowskiego związany ze sprawą sopocką – mecenas Andrzej Zwara.

Z klubem związani są także inni bardzo wpływowi mieszkańcy Trójmiasta: biznesmeni, lekarze, adwokaci, urzędnicy samorządowi. Tytuł Honorowego Dżentelmena Roku otrzymali m.in. Ryszard Krauze oraz abp Tadeusz Gocłowski, były metropolita gdański.

Prawnicy z prawnikami

W Sopocie za najbardziej wpływową od lat uznawana jest Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy. Ci prawnicy od dziewięciu lat współpracują z sopockim urzędem. Jak podaje Magdalena Jachim, rzeczniczka magistratu, zarobili w tym czasie 194 tys. 773 zł brutto, z czego ponad 83 tys. zł za prawne przygotowanie projektu budowy hali sportowej na granicy Gdańska i Sopotu.

Kancelaria obsługuje najważniejszą inwestycję związaną z przebudową serca miasta, tzw. Centrum Haffnera. Przy tej inwestycji partnerem gminy (która wniosła aportem najcenniejsze tereny centrum Sopotu: przy ulicy św. Jadwigi, po obydwu stronach ul. Powstańców Warszawskich, aż do samego molo) stała się spółka NDI. Zarządza nią Tomasz Tabeau, jeszcze kilka lat temu radny, a dziś biznesmen. W radzie nadzorczej NDI zasiadają wspólnicy kancelarii: Marek Głuchowski i Andrzej Zwara.

Prawnicy z tej kancelarii pracowali lub w dalszym ciągu pracują dla największych trójmiejskich przedsiębiorców, m.in. spółki Ryszarda Krauzego oraz kojarzonego z politykami PiS SKOK. Zwara zasiada też w radzie nadzorczej Portu Gdynia. Rekomendował go prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Partnerem kancelarii od pięciu lat jest Tomasz Kozłowski, syn marszałka. – Sam to sobie wypracował. Nie pomagałem mu – mówi „Rz” Jan Kozłowski.

Karnowski kontrabandyci ze Wschodu?

Nagranie Julkego to sprytna intryga jego mocodawców – tak uważa prezydent Karnowski. Kim są? Jedna z plotek mówi, że za ujawnieniem korupcyjnej propozycji mógł stać Ryszard Krauze. – My nazywamy Sopot krauzelandem – mówi jeden z radnych Sopotu. – Wszędzie widać jego wpływy w miejscowym biznesie. Nie zawsze są one zbieżne z interesikami Karnowskiego.

Miliarder w ostatnich kilku miesiącach coraz wyraźniej dawał do zrozumienia, że rola „Płatnika” przestaje mu się podobać. Wycofał się m.in. ze sponsorowania turnieju tenisowego Orange Prokom Open.

Druga plotka wskazuje, że linią obrony Karnowskiego będzie zrobienie z siebie ofiary rosyjskiej mafii, która chciała rządzić Sopotem. Adwokat Karnowskiego „nie potwierdza, nie zaprzecza”. – Linią obrony będzie prawda. Jak ją ujawnimy w prokuraturze, mój klient będzie oczyszczony z zarzutów – mówi mecenas Glanc, którego kancelaria jeszcze niedawno reprezentowała Krauzego.

 
 
 
 
Posty: 520
Dołączył: 30 Cze 2008r.
Skąd: Stalowa Wola
Ostrzeżenia: 0%
ff
Wysłany: 25 Lip 2008r. 06:08  
Cytuj
Wyreżyserowany spektakl w Sejmie

Jak Ziobro uciekł przed komisją


zobacz galerię Ziobro mógł osobiście bronić się na komisji regulaminowej, ale nie chciał fot. Igor Morye DZIENNIK zrekonstruował wydarzenia z dnia, w którym posłowie kłócili się o immunitet Zbigniewa Ziobry - polityka, który, jak twierdzili jego koledzy z PiS, nie mógł uczestniczyć w debacie, bo był w Krakowie. To nieprawda. Ziobro mógł osobiście bronić się przed atakami, ale nie chciał. Gdy posłowie zaczynali waśnie na posiedzeniu komisji regulaminowej, były minister sprawiedliwości był w Warszawie, a nie - jak mówili jego koledzy - w Krakowie.

Z ustaleń DZIENNIKA wynika, że Zbigniew Ziobro wiedział o posiedzeniu komisji regulaminowej w jego sprawie, na długo zanim odleciał z Warszawy do Krakowa. "Tak, ale nie widziałem powodu, by spontanicznie ulegać szarganiu moich praw" - przyznaje były minister sprawiedliwości w rządzie PiS.

7:15
Ziobro gości w "Sygnałach Dnia" w studiu przy al. Niepodległości. "W każdej chwili stawię się na tym posiedzeniu Sejmu, na inną komisję, jeżeli zostanie wskazana odpowiednia sala" - mówi.

8:15
Prezydium Sejmu podejmuje decyzję, że komisja zbierze się o godzinie 10 w największej wolnej sali i zajmie sprawą Ziobry.

9:05
Komorowski ogłasza decyzję na konferencji. Na posiedzeniu sekretarz obrad odczytuje plan prac komisji na środę. - Wtedy dowiedziałem się, że zbiera się i regulaminowa - mówi jej wiceszef Marek Suski z PiS.

9:07
Do krakowskiego biura poselskiego Ziobry urzędnicy wysyłają faks z powiadomieniem o posiedzeniu. Równolegle próbują skontaktować się telefonicznie z samym posłem. Ten nie odbiera. "Był w samolocie" - tłumaczą posłowie PiS. Ale to nieprawda. "Chciałem lecieć tym o 8:35, ale nie dałem rady" - mówi nam Ziobro. W tym czasie rozmawiał w stolicy ze swoim prawnikiem.

9:32
PAP podaje komunikat, że Ziobro zaprasza na konferencję prasową na godzinę 13:30 w Krakowie. O tych planach mówił kilku dziennikarzom dzień wcześniej. Ale techniczne szczegóły konferencji przekazał do biura prasowego klubu PiS telefonicznie około 9 rano.

10:35
Dopiero po wyborze rzecznika praw dziecka komisja regulaminowa przystępuje do pracy. Bezskutecznie, bo PiS kwestionuje tryb, w jakim została zwołana.

11:35
Ziobro wsiada na pokład samolotu LOT do Krakowa. "Bilet zarezerwował mi we wtorek poseł Andrzej Adamczyk" - wyjaśnia. Na komisji trwa spór proceduralny między PiS a PO.

12:13
Konferencja prasowa Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie. "Minister Ziobro, mimo powiadomienia nie byłby w stanie w tak krótkim czasie dotrzeć z Krakowa do Warszawy" - tłumaczy prezes PiS.

12:39
Po serii przerw komisja regulaminowa przenosi się do innej sali. Do posłów PiS i PO trafiają SMS-y z prośbami o wsparcie i przybycie do sali 106.

13:15
Kolejne wznowienie obrad. Obrońca Ziobry poseł Arkadiusz Mularczyk informuje, że były minister jest w stanie "w ciągu 3 - 4 godzin wrócić do Warszawy".

13:58
Posłowie PiS opuszczają salę. Dalej komisja obraduje już bez nich.

14:01
W Krakowie swoją konferencję zaczyna Ziobro. "Jestem gotów stawić się na komisji jutro" - deklaruje. Zanim przechodzi do meritum - miał mówić o korupcji w szeregach Platformy - TVN24 ucina transmisję. Powód? W Sejmie swoją konferencję rozpoczyna prezes PiS. "Wrócił duch Kiszczaka!" - mówi.

14:58
Komisja regulaminowa jednogłośnie uznaje, że Sejm powinien uchylić Ziobrze immunitet.

Profil 
Prywatna wiadomość 
 
 
Posty: 520
Dołączył: 30 Cze 2008r.
Skąd: Stalowa Wola
Ostrzeżenia: 0%
ff
Wysłany: 25 Lip 2008r. 06:12  
Cytuj
PiS się burzył zgodnie z planem

Jak to było z Ziobrą i komisją


Wtorek. Komisja regulaminowa po raz pierwszy zbiera się w sprawie uchylenia immunitetu Zbigniewa Ziobry. Na posiedzenie przychodzi 100 posłów PiS. Skutecznie paraliżują pracę komisji. Pojawia się Ziobro. Informuje, że będzie w Sejmie jeszcze tylko w środę, bo w czwartek wyjeżdża. Przewodniczący komisji decyduje o odłożeniu sprawy na wrzesień. Ale już po południu w Sejmie zaczyna krążyć informacja, że kolejne posiedzenie odbędzie się następnego dnia. Taka wiadomość znalazła się np. w relacji „Gazety” z wydarzeń wtorkowych.

Środa.

Godz. 7 rano - Ziobro udziela wywiadu w warszawskim studio Polskiego Radia. O godz. 9 marszałek Sejmu Bronisław Komorowski ogłasza, że komisja regulaminowa zbierze się o godz. 10. Do Ziobry próbują dodzwonić się pracownicy kancelarii Sejmu. Poseł nie odbiera. Chwilę później PAP przekazuje zaproszenie Ziobry na konferencję prasową. Poseł zaprasza na nią do Krakowa na godz. 14. Minutę wcześniej w Warszawie stu posłów PiS wyszło z posiedzenia komisji regulaminowej. Telewizje mogą przełączyć się na Kraków.

- Nie wiedziałem, że będzie komisja. Dowiedziałem się o tym dopiero wtedy, gdy byłem w drodze do Krakowa - mówi Ziobro "Rzeczpospolitej". Twierdzi, że to strach przed nim sprawił, że PO postanowiła rozstrzygnąć sprawę bez jego obecności.

Profil 
Prywatna wiadomość 
 
 
~~Zorro
ff
Wysłany: 25 Lip 2008r. 10:40  
Cytuj
Ziobro: chcę odtajnić śledztwo ws. śmierci ojca

Czy całą Polskę musi informować o swoich rodzinnych sprawach ? to właśnie kontynuacja tego co robił Ziobro, konferencje prasowe i konferencje to co lubi najbardziej, być w kręgu zainteresowania a śmierć ojca wykorzystuje do swojej kariery.


Rzeczpospolita:

Chcę zdjęcia klauzuli tajności, jaką nałożono na śledztwo w sprawie śmierci mojego ojca - ujawnia \"Rzeczpospolitej\" Zbigniew Ziobro.
Taki wniosek złożył w czwartek przed krakowskim sądem rozpatrującym przez cztery godziny za zamkniętymi drzwiami jego zażalenie na umorzenie śledztwa. - Klauzulę tajności wprowadzono bez mojej wiedzy - twierdzi b. minister sprawiedliwości w rządzie PiS.

Postanowił wraz z rodziną, że już po zakończeniu postępowania umieszczą na stronie internetowej wszystkie dokumenty medyczne, zeznania i opinie związane z okolicznościami leczenia i śmierci Jerzego Ziobry. - To była bardzo trudna decyzja, ale konieczna wobec fałszywych oskarżeń, jakie przez wiele miesięcy kierowano przeciwko mnie w tej sprawie. Chcę, aby każdy mógł przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie - mówi \"Rz\" Zbigniew Ziobro.

 
 
 
 
1 2 3 4 ... » »»
Nowy Temat Odpowiedz

NawigacjaStart » Forum » Off-Topic » Polityka i gospodarka »